sobota, 9 marca 2013

Agent Bobcat 003




Panowie Maciej Kuryłek oraz Marek Kaszyński od czerwca 2011 roku zajmują się produkcją brykietu ze słomy i siana. Do pracy przy podnoszeniu bel słomy niezbędny był zakup odpowiedniej maszyny.  Wspólnicy zainwestowali w ładowarkę Bobcat TL 360. Ich wybór był trafny. Maszyna znacznie ułatwia im pracę. Do nich trafił Bobcat  z numerem fabrycznym 003.

Szybki rozwój

Firma Aglomerat Podlaski ma swoją siedzibę w Białymstoku. Mimo, że przedsiębiorstwo istnieje od czerwca bieżącego roku, nie może narzekać na brak pracy. 
- Od pierwszego dnia istnienia firmy mieliśmy wiele do zrobienia. Interes szybko się rozwija. Zajmujemy się produkcją brykietów ze słomy. Do przeniesienia ładunku potrzebowaliśmy maszyny. Jedna bela słomy waży ponad 300 kg. Postanowiliśmy więc zainwestować w Bobcata - opowiada pan Maciej Kuryłek.

Dlaczego brykiety?

- Pomysł produkcji brykietów narodził się sam z siebie. Postanowiliśmy ze wspólnikiem, że zadziałamy w tym kierunku, którego w Polsce brakuje. Co prawda, dopiero rozpoczynamy naszą działalność, ale stawiamy na rozwój. Na tym terenie trzeba się chwytać nadarzających możliwości, a my akurat wybraliśmy dobrą branżę. Staramy się iść do przodu, aby szybko uzyskać wymierne efekty. Nasza linia produkcyjna pochodzi z Danii. Zatrudniamy siedmiu pracowników, którzy pracują na 3 zmianach - dodaje pan Maciej.

Prostota Bobcata ułatwia pracę

Pan Maciej zapytany, w jaki sposób sprawuje się zakupiony Bobcat TL 360 odpowiada:  - Sprzęt jest bardzo zwrotny, ma wysoki poziom skrętu. Funkcje w kabinie są uproszczone; jedna ręka, jeden joystick, jazda to hamulec i gaz. Według mnie, im mniej się myśli o operowaniu maszyną tym lepiej. W ładowarce TL 360 środek ciężkości jest obniżony, dzięki czemu pole widzenia jest na tyle duże, że operator widzi wszystko, co dzieje się z tyłu. Planujemy w przyszłości kupić kolejną maszynę firmy Bobcat. Maszyna pracuje w trybie ciągłym z krótkimi przerwami. Jedyna dłuższa przerwa jest od sobotniego wieczoru do poniedziałku rano  – stwierdza pan Maciej.

Serwis Bobcata

Dużym plusem Bobcata jest łatwy dostęp do obsługi serwisowej, do pompy hydraulicznej, wytryskowej, paliwowej oraz rozrusznika. Silnik umiejscowiony jest wzdłużnie. Wszystko to skraca czas pracy serwisanta lub mechanika. Jest to duża oszczędność i dla klienta i dla serwisu, ponieważ serwisant nie musi dostarczać maszyny zastępczej w razie dłużej naprawy. Jesteśmy zadowoleni z tego zakupu. Maszyna służy nam w sposób idealny. Polecamy ją każdemu, kto chciałby uprościć sobie pracę – podsumowuje pan Maciej Kuryłek.



piątek, 8 marca 2013

Steyr w królestwie kormoranów



Wiadomym jest, żeby osiągnąć dobre rezultaty należy włożyć maksimum wysiłku. 

Pan Krzysztof Formejster z miejscowości Grądzkie Ełckie zdaje sobie sprawę, jakie oszczędności przynosi posiadanie nowego, wytrzymałego ciągnika. W osiągnięciu sukcesu pomaga jemu codzienna dyscyplina, wiedza oraz maszyny marki Steyr, które znacznie obniżają koszty w gospodarstwie. Inwestycja w nowy sprzęt to dobry pomysł na biznes oraz wymierne korzyści. Gospodarz szukał ciągnika silnego, który oczywiście we właściwy sposób eksploatowany da mu satysfakcję tego rodzaju, że dane prace bezawaryjnie będą wykonane na czas. Nie szczędzi pochwał ciągnikom marki Steyr CVT150 i 9095MT, których jest posiadaczem i które sprawdzają się w trudnych mazurskich warunkach glebowych. Ciągniki tej ekskluzywnej marki koncernu CNH wyróżnia bardzo dobre wyposażenie, a przede wszystkim najwyższa jakość wykonania, co jest zasługą nowoczesnego zakładu St. Valentin w Austrii. Producent kładzie w Polsce duży nacisk na promocję tych, jeszcze nie wszędzie dobrze znanych ciągników. 

Charakterystyka gospodarstwa

Pan Krzysztof przejął gospodarstwo po rodzicach w 1995 roku. Obecnie posiada 85 ha gruntów 
w użytkowaniu. Przy pomocy żony na co dzień zajmują się produkcją bydła mlecznego, w tym celu wybudował dodatkowo dwie obory.  - Mamy wszystkie maszyny, które są potrzebne do pracy na roli, 
i które przydają się w gospodarstwie. Jestem raczej z tych technicznych, bardzo lubię być otoczony dobrym sprzętem. Prym wiodą ciągniki marki Steyr. Uczyłem się z doświadczenia rodziców, później własnego. Zawsze wyciągam wnioski z popełnianych błędów, bo każdy je popełnia, to z kolei przyczynia się do radości z sukcesów, nawet tych drobnych – śmieje się pan Krzysztof. - Wstajemy codziennie o 5 rano mlecznego. W gospodarstwie praca jest urozmaicona, codziennie coś innego. Nigdy nie myślałem, żeby zmienić branżę, raczej myślimy z żoną, by dodatkowo udoskonalić i ułatwić sobie pracę. W obecnej sytuacji rynkowej nasze gospodarstwo radzi sobie całkiem dobrze. W 1997 roku ukierunkowaliśmy się na bydło, sukcesywnie dokupując ziemię. Cały czas się rozwijamy, czujemy się dobrze na wsi, na pewno stąd nie uciekniemy, kochamy te tereny. Nie możemy pojechać na urlop… możemy gdzieś wyskoczyć na kilka godzin, ale zawsze musimy wrócić, krowy nie poczekają na udój. Przyzwyczailiśmy się do takiego trybu życia i raczej nie chcemy tego zmieniać. Nie nudzimy się – kontynuuje.

Znakomicie wyposażony park maszynowy

W gospodarstwie znajduje się sprzęt wielu światowej klasy marek, z ciągnikami Steyr na czele. To właśnie one przyczyniają się do osiągnięcia sukcesu. Te traktory stały się znakiem rozpoznawczym gospodarstwa. To jedyne biało-czerwone maszyny w okolicy. - Szukałem maszyn, które przy niskim spalaniu jednocześnie posiadałyby wysoką moc, które byłyby niezastąpione w czasie wzmożonych prac polowych. To był podstawowy argument podczas wyboru sprzętu. O wyborze marki Steyr zdecydował w zasadzie przypadek, ale nie żałuję. Namówił mnie kolega. Jestem bardzo zadowolony. To taki Case IH w innej kurtce. Pierwszy traktor CVT150 kupiłem w 2007 roku. Cztery lata później, w listopadzie 2011, na naszym podwórku stanął drugi ciągnik marki Steyr, tym razem 9095MT. Moc ciągników jest adekwatna do tego, co podaje producent. CVT150 jest w pełni zelektronizowany, sam dostosowuje prędkość stosownie do wykonywanej pracy. Dla mnie to bułka z masłem. Obsługa obu maszyn nie jest skomplikowana. Nawet moja żona wsiada za stery ciągników i bardzo dobrze sobie radzi. Maszyny pomagają nam podczas orki, siania, zwózki kukurydzy, belowania sianokiszonki, przy paszowozie, przy owijarce, wreszcie przy transporcie – relacjonuje pan Krzysztof.

Technologia przyszłości

Gospodarz twierdzi, że ciągniki o takiej mocy i właściwościach robią wrażenie na każdym. Wysoki komfort, wielostronne zastosowanie, inteligentna technologia i wzrost opłacalności,  to główne założenia, które zostały spełnione przez producenta. Sprawdzona technologia połączona z komfortem i ergonomią klasy wyższej, 
jak również rezerwa mocy, to decydujące czynniki, które tu właśnie się liczą. Silniki o wysokich osiągach zapewniają niskie zużycie paliwa w każdych warunkach pracy. Ciągnik CVT jest wyposażony w elektroniczną przekładnię bezstopniową nowej generacji z technologią podwójnego sprzęgła DKT, która ma na celu zapewnić maksymalny przekaz mocy. Tylny WOM stanowi standardowe wyposażenie. Układ hydrauliczny obejmuje wydajny podnośnik z automatyczną amortyzacją, która zapobiega drganiom podczas jazdy. Napęd na cztery koła dodatkowo zapewnia bezpieczeństwo. Konstruktorzy maszyn marki Steyr zadbali o komfort pracy operatora. W luksusowo wyposażonej kabinie poza doskonałą widocznością wokół ciągnika znajduje się centralny układ klimatyzacji, nowoczesna tablica wskaźników z monitorem osiągów. Przyrządy sterujące są rozmieszczone w sposób ergonomiczny i zintegrowane na prawym podłokietniku Multicontroller z dźwignią i panelem sterującym ICP. Do kabiny można wsiąść bezpiecznie po antypoślizgowych schodkach i przez szeroko otwierane, przeszklone drzwi.  Ciągnik 9095MT to również sprzęt uniwersalny do każdego zadania. Przekładnia umożliwia uzyskanie szesnastu biegów jazdy do przodu i osiem do tyłu. Osiem biegów w głównym przedziale roboczym pozwala na maksymalne wykorzystanie mocy wyjściowej silnika niezależnie od warunków roboczych i ukształtowania terenu. Opadająca pokrywa silnika, opływowe kształty i kompaktowa konsola wskaźników zapewniają doskonałą widoczność obszaru 
z przodu ciągnika. Tylne okno kontrolne pozwala na podgląd dolnego cięgła, zaczepu i haka. Wielotarczowe, mokre sprzęgła chłodzone olejem zapewniają płynną i efektywną zmianę kierunku jazdy bez konieczności używania pedału sprzęgła. pełen komfort spełnia fotel z pneumatyczna amortyzacją.  - Ciągniki marki Steyr są niezawodne, nie psują się. Są bardzo wydajne, mają niskie spalanie. Potrafię obrobić hektar w 40 min. Przełączniki znajdują się na błotnikach, zmiana osprzętu trwa niecałą minutę, to super udogodnienie. Uważam, że warto zapłacić za sprzęt dobrej marki, by później nie mieć żadnych problemów. Praca jest szybsza i wygodniejsza. W kabinie na upartego mógłbym pojechać w garniturze, wszystko jest szczelne…. nie grozi mi kurz w środku. Ja tylko siedzę, a traktor robi wszystko sam. W nocy mogę jeździć jak w dzień, oświetlenie jest niesamowite, białe, przezroczyste światło. Sąsiedzi żartują, że mogę otworzyć dyskotekę. W kabinie jest bardzo cicho, po kilkunastu godzinach pracy, ja wychodzę z kabiny, nie powiem wypoczęty, ale nie skatowany, ja praktycznie nie słyszę silnika – mówi gospodarz.

Współpraca z serwisem

Maszynami marki Steyr w gospodarstwie w Grądzkim Ełckim opiekuje się Moto-Agro z Białegostoku.  - Serwis jest oddalony o 100 km od nas, mimo to bez problemu do nas przyjeżdżają, nie mogę narzekać. Zawsze mają wszystko ze sobą, ja tylko siedzę, patrzę i płacę. Brałem pod uwagę fachowość, dostępność części zamiennych, szybkość przeprowadzanych przeglądów i szeroką wiedzę serwisantów. Bezpieczeństwo jest podstawową cechą jakości ciągnika. Moto-Agro mi to gwarantuje – stwierdza pan Krzysztof. Konstruktorzy marki Steyr zadbali o to, by każdy szczegół był perfekcyjnie dopracowany i dlatego zalecają używanie wyłącznie oryginalnych części do naprawy oraz konserwacji. Pan Formejster w pełni się z tym zgadza.

Pogoda - nieodłączny element

- Rytm pracy rolnika wyznacza pogoda, jak koszę trawę, modlę się o słońce. Jak skończę kosić i zbierać siano - może padać. Każdy dzień rozpoczynamy od sprawdzenia prognozy pogody Internecie. Wystarczą mi dwa dni dobrej pogody. Przy pomocy sprzętu Steyr jestem w stanie w ciągu jednego dnia skosić 40 ha trawy. Opłaca się inwestować w nowe maszyny, warto inwestować w nowe technologie, to nasza przyszłość, maszyny obniżają koszty i przede wszystkim czas, a czas to pieniądz. Do osiągnięcia sukcesu najważniejsza jest cierpliwość, praca i upór. Do pracy na roli trzeba mieć zamiłowanie, tutaj nie ma urlopu, trzeba mieć dużo samozaparcia, nie żałujemy swojej decyzji. Jesteśmy na swoim, robimy co chcemy, nikt nam nie dyktuje warunków. Jak się spóźnimy do pracy, nie ma z tym większego problemu. Dzisiaj rolnik musi być nie tylko biznesmenem, musi być przede wszystkim rolnikiem. Jak się rolnik pomyli, to po prostu nie ma i traci – podsumowuje Krzysztof Formejster. Gospodarz korzysta z wiedzy ODR powiatu ełckiego, jest na bieżąco informowany o wszystkich nowościach na rynku. Nie boi się iść w nowinki. Krzysztof Formejster bierze pod uwagę zakup maszyn marki Steyr w przyszłości. – Sprawdziłem sam. To dobrej jakości ciągniki, liczącej się w świecie marki. W gospodarstwie mamy teraz patriotyczne barwy, utrzymamy tę konwencję – mówi rozbawiony gospodarz.  Praca na roli nie należy do łatwych, ale nam daje dużo satysfakcji, mimo że nie mamy urlopu -  podkreśla pan Krzysztof.


środa, 6 marca 2013

Rolnik ma stadninę koni



Bobcat w stadninie koni


Od 1995 roku państwo Joanna i Krzysztof Pałyska stale modernizują kompleks pałacowy w Galinach. Dzięki ich ciężkiej pracy, Galiny stały się miejscem, gdzie można odpocząć od wielkomiejskiego szumu, wśród zwierząt i przyrody. W wielu pracach siłę ludzką zastąpiła maszyna - Bobcat 463. Nadrzędnym celem dla pracowników obiektu jest uśmiech na twarzy klienta po zakończonym urlopie. „Prawdziwa siła człowieka tkwi nie w uniesieniach, lecz w niewzruszonym spokoju” – pisał Lew Tołstoj.

Pomysł na Pałac

Państwo Pałyska zapragnęli odtworzyć wyjątkową historię Galin. Z tego powodu zrodził się pomysł na odnalezienie indywidualnych, specyficznych cech Galin, z duchem sprzed lat, które przypomniałyby ludziom o wyjątkowości wsi. Postanowili odrestaurować pałac oraz cały majątek Galin, bazując na historii. Turyści dzięki temu mogą poczuć charakterystyczny klimat tego miejsca. - Ponieważ jesteśmy gospodarstwem przyjaznym rodzinom, chcemy żeby nie zabrakło rozrywek również dla dzieci. Utworzyliśmy mini farmę, w której najmłodsi mogą karmić zwierzęta. Dodatkowo, posiadamy bryczkę, którą ciągną kuce, a dzieci samodzielnie powożą – opisuje pani Małgorzata Czeczora – kierownik Zespołu Pałacowego Galiny.

Początki

Gospodarstwo powstało w 1995 roku, a stadnina (początkowo mała stajnia) trzy lata później, 1 października 1998 roku. Obecnie w stadninie przebywa 120 koni ras: holsztyńskiej, westfalskiej, SP oraz trakeńskiej. W stajniach stoją klacze hodowlane, źrebaki, a także konie pod siodło dla turystów. Istnieje możliwość, aby do gospodarstwa przyjechać z własnymi końmi. Galiny dysponują hotelem, gdzie konie turystów mają dla siebie miejsce. Do obsługi mieszkańców stajni doskonałym pomocnikiem okazał się Bobcat 463.
Właścicielami są państwo Pałyska z Józefowa k/Warszawy. W 2008 roku otworzył swoje podwoje folwark, rok później pokoje w pałacu. Główna część budynku nie jest jeszcze gotowa. Właściciele planują, by powstało tam jeszcze 10 pokoi wraz z recepcją, oddzielną restauracją, podziemnym SPA, winiarnią oraz salami bilardowymi.
Pani Małgorzata zapytana, czy gospodarstwo zmierza w kierunku komercji odpowiada:   
- Częściowo tak, ale chcemy zachować nieprzeciętny klimat tego miejsca.

Idealne miejsce na odpoczynek

Pani Małgorzata Czeczora jest kierownikiem Zespołu Pałacowego Galiny, części hotelarsko-gastronomicznej gospodarstwa. - Odpowiadam za hotel i folwark. Szefową kuchni jest pani Olga, która ma niesamowity dar i serce do gotowania. Turyści dzięki jej potrawom zachwalają naszą kuchnię. Obecnie podążamy w kierunku ekologicznej żywności. Większość produktów wytwarzamy sami: kozie sery, warzywa, owoce. Bobcat w tym sektorze również jest nieoceniony.
Gospodarstwo rozwija się dzięki właścicielom, ale również poprzez zaangażowanie pracowników, którzy dbają o to, aby Galiny kojarzone były z miejscem, gdzie można oderwać się od wielkomiejskiego szumu. Mamy fajną, młodą kadrę, która się rozwija. Często jeździmy na różnego rodzaju szkolenia. To działa bardzo pozytywnie na ludzi. Mamy świetnych szefów, którzy nas uczą lojalności, uczciwości, szczerości. Cały nasz obiekt ma 250 ha łąk, pól i lasów. Nasi goście mogą odpocząć od zgiełku, zjeść ekologiczne potrawy. Nasze dania przygotowujemy na bazie własnych ziół, owoców i innych wyrobów. Posiadamy ogródek, gdzie goście mogą jeść maliny, poziomki, truskawki…  Jednym słowem, wychodzimy na przeciw oczekiwaniom klienta. Ciągle powstają nowe rzeczy, choćby nawet teraz tor do paintballa, trasa dla Quadów. To wszystko powstaje obok, oczywiście z dala od zabudowań, żeby nie przeszkadzać gościom. Mamy swój staw kąpielowy, gdzie można się kąpać, niecały km drogi stąd. Wkrótce powstaną ruskie banie, z tyłu folwarku. Cały czas obiekt się rozwija i my ciągle poszukujemy tak naprawdę  siebie w tym wszystkim.
Myślę, że nasz ośrodek to nie tylko idealne miejsce na odpoczynek, ale również na pracę. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym tutaj nie pracować – opowiada pani Małgosia.

Zawody jeździeckie

W Galinach organizowane są co roku ogólnopolskie zawody przez przeszkody z udziałem polskich i zagranicznych zawodników. - Odbywają się one 15-17 lipca i ściągają rzeszę pasjonatów, około 4 tysięcy osób. Przyjeżdża do nas wtedy około 200 koni. W czasie zawodów, nie ma problemu, aby goście rozłożyli na naszym terenie namioty, czy wynajęli pokój u nas, bądź w innych hotelach. 10 września mamy sporą imprezę hodowlaną, m.in. pokaz źrebiąt naszego chowu. Jeździectwo oraz hodowla koni jest moją pasją. Zajmuję się tym od dziecka. Moim marzeniem jest, by wyhodować konia, który przyniesie wygraną na zawodach światowych. Nasze konie wygrywały wielokrotnie mistrzostwa  Warmii i Mazur. Mamy wysokie ambicje.
Klacze kryjemy wiosną sami, kupujemy nasienie, które ściągamy głównie z Zachodu. Sprzedajemy najczęściej konie czteroletnie – relacjonuje pan Mirosław Owczarek – osoba odpowiedzialna za konie i Bobcata w gospodarstwie.

Pomocny Bobcat

Aby ułatwić pracę w gospodarstwie, państwo Pałyska zakupili miniładowarkę Bobcat 463. Maszyna służy do wywozu obornika, transportu pasz, kiszonki, słomy, siana oraz piachu.     
- Zimą robimy tzw. materace. Kiedyś wywóz obornika trwał około dwóch tygodni, a teraz przy pomocy Bobcata czas ten skrócił się do niespełna 8 godzin, przy zaangażowaniu jednego pracownika. Wykorzystujemy Bobcata również do prac ziemnych, wykopywania dziur oraz karczowania starych korzeni drzew. Ostatnio maszyna bardzo pomogła nam w wykopywaniu otworów pod fundamenty. Bobcat jest bardzo ekonomiczny i łatwy w obsłudze, nawet dla nowicjusza. Maszyna oszczędza czas i pieniądze – kontynuuje pan Mirosław.


Miniładowarka Bobcat 463

- Nasza miniładowarka Bobcat 463 jest na tyle mała, że bez problemu może przejechać przez wąskie drzwi, korytarze, zaułki, czy bramy. Długość z łyżką wynosi 2560 mm, szerokość: 914 mm, zaś wysokość: 1814 mm. Maszyna jest niezwykle mobilna, zachowując przy tym dużą moc. Kopanie, ładowanie, pchanie, podnoszenie, ciągnięcie lub wyburzanie – wszystkim tym zadaniom nasz Bobcat jest w stanie sprostać. To doskonała miniładowrka przy pracach, gdzie przestrzeń uniemożliwia wjazd większych maszyn. Jednym słowem, ma ogromny potencjał wszechstronności. Dla operatora dużym komfortem jest niski poziom hałasu oraz łatwość wsiadania i wysiadania. Bobcat 463 umożliwia łatwy dostęp do hydrostatycznych i hydraulicznych systemów silnika, dzięki systemowi tip-up kabiny – ocenia pan Mirosław

Sukcesy

Zespół Pałacowy Galiny wytrwale pracował na to, by uzyskać dzisiejszą renomę. - Efektem naszych starań jest to, że zostaliśmy wyróżnieni przez Polską Organizację Turystyczną. Dodatkowo, byliśmy na targach w Berlinie i Kaliningradzie, gdzie mogliśmy zaprezentować potrawy kuchni polskiej oraz regionalnej: Warmii i Mazur. Jest to dla nas duży sukces, ponieważ dzięki temu wiele osób poznało nas i chętnie odwiedza Galiny. Najważniejszym jednak sukcesem jest dla nas to, że często przyjeżdżają do nas stali klienci. Gdyby było inaczej, moglibyśmy pomyśleć, że nie byli zadowoleni z pobytu. Na szczęście jest inaczej. Stali goście odwiedzają nas nawet 7-8 razy w ciągu roku. Staramy się sprostać ich oczekiwaniom. Wychodzimy z takiego założenia, że pracownicy muszą poznać klienta. Jest to do opanowania. Pracujemy na opinię naszych gości. Pytamy, co było dobre, złe oraz co powinniśmy według nich zmienić. Podążamy za ich myślą – stwierdza pani Małgosia.

Zadowoleni klienci

- Robimy wszystko, aby nasi goście wyjeżdżali od nas z uśmiechem na twarzy, a co najważniejsze, by wracali i witali się z nami jak z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Jest to dla nas priorytet, bo satysfakcja płynie z wzajemnej serdeczności - opisuje kierowniczka.
Pyszna, zdrowa kuchnia, ciepła, domowa atmosfera, piękne widoki zza okna, spokój, możliwość napicia się swojskiej nalewki przy kominku podczas chłodnych dni, zaś podczas upałów wylegiwanie się w kwiecistym ogrodzie. To niektóre z galińskich atrakcji wymienionych przez panią Małgosię. My również zachęcamy do tego, aby oderwać się od dnia codziennego i zobaczyć, jak bogaty w piękne tereny jest nasz kraj.

wtorek, 5 marca 2013

Rolnik buduje biogazownię



Od pomysłu do realizacji
W 2004 roku Pan Emil Derda kupił od Spółdzielni produkcyjnej gospodarstwo o areale 320 ha w Rusiborzu w województwie wielkopolskim.  Pan Emil wraz ze swoim wspólnikiem, Jędrzejem Pietrowiczem,  wdrażają w nim innowacyjne rozwiązania , poprzez wprowadzanie nowych technologii, choćby żywienia trzody chlewnej. Planują w najbliższej przyszłości rozpocząć budowę biogazowi. Działalność Emila Derdy i Jędrzeja Piotrowicza, prowadzona jest w formie spółki cywilnej, w której Pan Emil zajmuje się zarządzaniem  gospodarstwem, a Pan Jędrzej - doradca podatkowy, sprawami finansowo-organizacyjnymi i prawnymi.
Początki fermy w Rusiborzu
Przez pierwsze lata działalność gospodarstwa rolnego PARTNER s.c. skupiona była na hodowli bydła, bowiem razem z ziemią zakupione zostały krowy mleczne, w ilości 100 sztuk. Jednakże w niedługim czasie wspólnicy zrezygnowali z bydła i rozpoczęli specjalizację w hodowli trzody chlewnej. Obecnie gospodarstwo szczyci się posiadaniem 900 loch w cyklu zamkniętym i jak mówi Pan Emil - 80 % tuczymy, 20 % to możliwość sprzedaży warchlaka. Musieliśmy się wyspecjalizować w konkretnym kierunku, żeby gospodarstwo było rentowne. Naszym celem jest 25 odsadzonych warchlaków od lochy z tendencją zwyżkującą. Stawiamy głównie na rasę PIC, DanBred, są dużo bardziej plenne i mają najwyższy potencjał . Stosujemy sztuczną inseminację, a nasienie produkujemy w naszym gospodarstwie. Mamy również hodowlę knura-dodaje. Od samego początku działalności, czyli od 8 lat, gospodarstwo korzysta z usług lidera branży rolniczej, firmy Trouw Nutrition Polska.  Opiekuje się nim Maciej Woźniak. Dzięki TNP przeszli na system karmienia na mokro. Miesiąc w miesiąc jest liczenie, ważenie, mierzenie. Pasze muszą  spełniać  oczekiwania. Choć mamy własną mieszalnię pasz, Maciej Woźniak ustawia wszystkie receptury, pobiera próbki do badania i jest zawsze do dyspozycji.  Firma TNP przeprowadza również akcje sprawdzania substratów, suchej masy w kukurydzy. Gospodarstwo w Rusiborzu rozwija się w tempie godnym pozazdroszczenia. Posiada tuczarnię na 3 tys. sztuk. Wspólnicy uzyskali pozwolenie na hodowlę 1200 loch w cyklu zamkniętym. W tym celu powstał nowy  budynek , na chwilę obecną na 400 stanowisk, gdzie systematycznie będą zwiększać stado do 1200 loch. Mają już pozwolenie na budowę kolejnych  4 tuczarni, każda po 3 tys. miejsc tuczu. Są w posiadaniu jeszcze jednej tuczarni,  na 2 tys. sztuk w Kopaszycach, 2 km od Rusiborza.

Cykl hodowlany poparty dobrą organizacją pracy
- Grupy tygodniowe są odsadzane w środy, około 40 sztuk, remont 40-45%. Zmieniliśmy program, czego efektem jest lepsze wypraszanie loszek. Skuteczność krycia w naszym gospodarstwie jest na poziomie 92% - relacjonuje pan Emil. W TNP kupujemy Premiksy 1 i 1,5. W zeszłym roku podjęliśmy decyzję, że zaczniemy karmić nasze stado „na mokro”, system się sprawdził. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Postanowiliśmy również siać kukurydzę na areale 300 ha, na 20 ha posiejemy zboża. To będzie baza do skarmiania, oczywiście dla stada podstawowego. Kukurydzy nie podajemy lochom prośnych i karmiących, one otrzymają paszę suchą. Prosięta są przewożone z porodówki do warchlakarni, gdzie jest miejsce na 4200 warchlaków. Tutaj również zmieniliśmy system karmienia na mokry. Zwierzęta są karmione cztery razy na dobę, to pozwala na lepszą kontrolę. Z warchlakarni, 7 tyg. po odsadzeniu, gdy osiągają 30 kg masy, przewozimy do tuczarni. Tam przebywają do osiągnięcia wagi 130 kg. To są słowa pana Emila, który w takim systemie pracy upatruje się wzrostu efektywności ekonomicznej. - Im więcej się odsadza tym bardziej maleją koszty stałe. Najwięcej oszczędności widzimy przy systemie karmienia na mokro. Wszystko ustawiamy komputerowo. Na fermie pracuje 5 osób. Produkcją roślinną zajmują się dwie osoby,  jedna osoba na mieszalni pasz oraz jedna osoba do prac administracyjnych. Przemysław Putowski jest w naszym gospodarstwie kierownikiem produkcji zwierzęcej – relacjonuje pan Derda. Z racji oszczędności wprowadzono w Rusiborzu sekwencyjną produkcję tuczu. Stado zostało podzielone na grupy : Finisher i Grover.  Kojce w grupie Grover są przystosowane na 40 sztuk, w grupie Finisher  20 sztuk. W ten sposób przy minimalnym koszcie jednostkowym wstawiano  40 % więcej sztuk, co dało tańszą inwestycję w przeliczeniu na jedną sztukę. Oszczędność z tego wynikająca, to rząd około 30 %. Zwierzęta są umieszczane na platformie wagowej. Dane są rejestrowane  co 15 minut, bezpośrednio na serwer. To pozwala na wgląd dziennego przyrostu. Następny etap stanowi sprawdzanie konwersji paszy, ile pobierają paszy, i jak wygląda konwersja. Dzięki temu gospodarze z Rusiborza mieli przejrzysty obraz podczas ustawiania receptury. Mogli tym samym stwierdzić poprawę po wprowadzeniu karmienia na mokro. Dziś ferma skupia się na kontroli, analizie przyrostów, konwersji paszy. Ciągle zwiększają ilość odsadzonych warchlaków z genetyki PiC i DanBred.
Pomysł na biogazownię
Biogaz, który jest przede wszystkim pochodną z odpadów pochodzenia organicznego, wyprodukowany w biogazowi to źródło paliwa dla agregatu ko generacyjnego, wytwarzającego energię elektryczną i ciepło jednocześnie. Zyskiem może być nie tylko wykorzystanie energii na własne potrzeby, ale również jej sprzedaż do sieci energetycznej i ciepłowniczej.  – Własna biogazownia da nam ogromne możliwości redukcji kosztów. Jesteśmy na etapie decyzji o warunkach zabudowy. Ciepło z biogazowi jest można powiedzieć odpadem, dlatego chcemy to wykorzystać. W ten sposób obniżymy koszty ciepła i prądu o 60 – 70 %. Dziś ogrzewamy porodówkę i warchlakarnię z własnej kotłowni. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości  uda nam się zrealizować tę inwestycję – mówi pan Emil.
Jak sobie radzi gospodarstwo w rynkowej rzeczywistości
Pan Emil stwierdził, że nie wyobraża sobie momentu, kiedy dokłada się do produkcji. Przy dobrej genetyce i dobrej mięsności są w stanie wypracować zyski. Rynek warchlaków jest bardzo kapryśny, bywają okresy, że ceny są różne. - Nad każdym wydatkiem należy się pochylać. Uczyliśmy się na własnych błędach. Teraz mogę powiedzieć, że przysłowiowe frycowe już zapłaciliśmy. Nasz kierownik ds. produkcji zwierzęcej spędził kilka lat w Danii. Od kiedy rozpoczął pracę u nas, swoje doświadczenie przelał na polskie realia. Odnosimy sukcesy. Model duński urealniony na polskie warunki doskonale się sprawdza. Kontroling jest u nas na porządku dziennym, to również wspomaga nasz sukces.  Interesuje mnie ilość sprzedanych tuczników, wynik dodatni, zadowalający oraz inwestowanie w sprzęt. Latem zabierzemy się za zewnętrzne prace,  by upiększyć obejście gospodarstwa, za trzy lata planujemy zakończyć inwestycje, wtedy planujemy nieco zwolnić tempo – podsumowuje Emil Derda.
Sposób na sukces

- Najważniejsza jest kadra, odpowiedzialni ludzie. Mamy bardzo rozbudowany system raportowania. Analizujemy część produkcyjną i finansową. To jest podstawą sukcesu. Ważne jest również  liczenie, uszczelnianie wydatków na każdym etapie, maksymalizacja przychodów przez jak najlepszy towar, przez negocjacje sprzedażowe, poszukiwanie dobrego odbiorcy i non stop zbijanie kosztów, obniżanie kosztów stałych.  Opłaca się wprowadzać procedury. Platforma internetowa prowadzona na potrzeby gospodarstwa ma optymalizować parametry w tuczarni, które pozwolą tak naprawdę uzyskać niższą konwersję paszy. Mamy pełna automatykę, jest wiele udogodnień, dzięki temu praca jest dużo przyjemniejsza. Na pytanie, jaka powinna być temperatura na tuczarni, pan Emil odpowiada -  jesteśmy na etapie badań. To urządzenie będzie badało, rejestrowało temperaturę wewnątrz, zewnątrz, będą podłączone dwie wagi, waga na kojcu plus waga na paszy, karmieniu oraz zużycie wody. Poprzez monitoring prowadzony na stronie www, będziemy mogli śledzić w każdej chwili sytuację na fermie. Krzywa przyrostów wskaże wszystko. Takie informacje powinien mieć każdy hodowca. Pomysł na platformę zrodził się podczas budowania tuczarni. Kontroling bieżący przyrostu jest konieczny przy dużej ilości trzody chlewnej – relacjonuje gospodarz.